Blog > Komentarze do wpisu
Dokończenie recenzji
We wpisie na temat książki Jedz, módl się, pracuj znioslo mnie mocno z kursu i pozostało sporo spraw, o których chciałbym wspomnieć.
Po pierwsze, choć to znowu nie na temat, to ucieszyłem się, że znalezione przez mnie recenzje tej książki, na przykład TA, zwracają uwagę na to samo co ja - całkowite oderwanie problemów autorki od kontekstu jej życia (głównie chodzi o ten protest: nie CHCĘ być mężatką ani dnia dłużej - bez wspomnienia choć jednym słowem jak to małżeństwo wyglądało).
Druga sprawa, to bajkowy charakter opowieści. Mam na myśli to, że każdy kaprys autorki (przepraszam - każdy usłyszany przez nią głos Boga) okazuje się słuszny, a każda przepowiednia się spełnia. Recenzenci również zwracają na to uwagę, na tę paradę happy endów. Myślę, że jest to jest istotnym powodem sukcesu powieści. Eskapizm - zapomnieć o problemach, o trudnej rzeczywistości, zamknąć oczy, powtórzyć sto osiemdziesią dwa razy jakąś mantrę i usłyszeć nieomylną wskazówkę. Niestety, praktyka wskazuje, że wielka ilość przypadków bezsensownych poczynań wynika również z takich mistycznych sygnałów.
Autorce to nie groziło gdyż zachowała na tyle zdrowego rozsądku, że nie ruszyła palcem dopóki nie otrzymała kontraktu i zaliczki na to całe przedsięwzięcie. Bardzo gorąco polecam takie postawienie sprawy przed udaniem się na kurs medytacji w Indiach.
Trzecia sprawa - jedz czyli dolce far niente we Włoszech. To jest bardzo miłe i pochwalam takie spędzanie czasu, tyle że wtedy nie ma o czym pisać. Autorka wypełnia tę lukę wspominając o wcześniejszych przeżyciach w USA ale, jak już pisałem poprzednio, jest to pewne nadużycie konstrukcji powieści. Według mnie, nieporozumieniem są również wypady autorki na Sycylię i do Wenecji. One w ogóle nie pasują do leniwego charakteru włoskiej części powieści. Są napisane dobrze, ale są zbyt krótkie i fragmentaryczne aby mogły wzbudzić jakąś refleksję.
Czwarte - Indie. Tu recenzenci też się ze mną zgadzają - śmiała, prowokacyjna narracja staje się "płaska". Mistyka buddyzmu wyraźnie nie poddaje się europejskiemu stylowi myślenia. Dla mnie ciekawsza jest inna sprawa - odniosłem wrażenie że, wydawałoby się niezwykle głębokie, przeżycia duchowe spłynęły po autorce jak woda po kaczce.
Pierwsze z nich, to doświadczenie "miękkiej, błękitnej energii elektrycznej przepływającej przez całe ciało"- kundalini shakti. To jest osiągnięcie jakiejś niezwykłaej energii duchowej. No i co? Nic, autorka zaczyna pisać relację z przeżyć duchowych św Teresy. Jak to? Dlaczego nie powtórzyła tego doświadczenia? Elizabeth Gilbert wspomina, że nie czuła się jeszcze gotowa na takie przeżycie. No i co? Zamierza coś zrobić aby być gotowa? A jeśli nie, to dlaczego? 
Mnie przypomina się moja cyniczna wskazówka - przed mistycznym wyjazdem do Indii wskazane jest podpisanie lukratywnego kontraktu. To motywuje aby wrócić stamtąd o zdrowych zmysłach.
Drugie takie przeżycie, to turiya - czwarty poziom ludzkiej świadomości - stan nieustającego zachwytu - dośwadczenie obecności Boga. Autorka doznaje go przypadkowo gdy dostaje zadanie opieki nad grupą klientów, którzy przybyli na tygodniowy kurs. Jak to jest u licha? Ona siedziała tam cztery miesiące i gdyby nie przypadek, to nigdy by tego nie przeżyła. A tu przyjeżdżają ludzie na kilka dni i mają to w programie wycieczki? Oszustwo w biały dzień! No ale autorka załapała się na to na gapę i co? Jak to się ma do kundali shakti? Jęśli to jest czwarty poziom świadomości, to kundali shakti jest który? Wyższy czy niższy?
Czy przeżyła to jeszcze raz? Autorka pisze enigmatycznie - wrócisz to tego (stanu) gdy zrozumiesz, że zawsze w nim jesteś. No i co? Zrozumiała? Wróciła? Brak odpowiedzi.
Jestem ogromnie zawiedziony. Informacje podane w dwóch powyższych linkach, to dla mnie bełkot. A gdy się trafił ktoś o intelektualnych i literackich kwalifikacjach aby wyjaśnić światu tajemnice buddyzmu, to nabiera wody w usta.
Wreszcie piąte i ostatnie - Bali - tam autorka odzyskuje utraconą równowagę psychiczną. Zgadza się, ta część napisana jest najlepiej, to jest rzeczywiście ciekawe, mniej wnętrza autorki za to dużo obserwacji otaczającego świata.
Zadziwiające że ci ludzie, robiący wrażenie tak pogodnych i szczęliwych, są straszliwie spętani tysiącami wierzeń, tradycji i rytuałów. Oni nie mogą podjąć samodzielnie żadnej decyzji. Może właśnie to ułatwia uzyskanie spokoju psychicznego?
Mnie utkwiła w pamięci jedna scena z książki Elizabeth Gilbert. Kot przeszkadzał podczas modłów i medytacji w jakimś klasztorze w Indiach. W związku z czym, na czas modłów, przywiązywali go do drzewa. Przywiązywać kota do drzewa? Ja nie potrafiłbym się wtedy modlić.
wtorek, 11 stycznia 2011, pharlap

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/01/12 23:27:50
Mam dwa koty ale żeby do drzewa ?, nie to się raczej nie może zdarzyć, no ale, jak się okauje w zyciu wszystko jest możliwe...
-
Gość: , cpe00222d1ceb8b-cm00222d1ceb87.cpe.net.cable.rogers.com
2011/01/12 23:39:24
Jesli to prawda z tymi kotamii, jedzmy je ratowac.
-
2011/01/13 00:36:04
@cpe..rogers - Autorka książki doniosła, że wyżej wspomniany kot zdechł :((( Można się było tego spodziewać.
Napewno w Indiach jest jeszcze tysiące kotów w podobnej sytuacji, ale ja się jakoś do Indii zniecheciłem. Może lepiej pojedźmy ratować lwy-by.