Blog > Komentarze do wpisu
Módl się i pracuj
W moim poprzednim wpisie wspomniałem o książce Eat, pray, love. Od tego czasu zdążyłem ją przeczytać do końca. Nie był to nadmierny wysiłek i jestem zadowolony, że wytrwałem choć muszę przyznać, że przeskoczyłem kilka nadmiernie bełkotliwych fragmentów.
Jeśli chodzi o samą książkę, to napisana jest dobrze. Poważnym błędem jest według mnie (to jest (przed)ostatnie "według mnie" w tym tekście gdyż cały mój blog jest "według mnie" :)... jest według mnie sztuczna konstrukcja książki - trzy części, każda po 36 rozdziałów, razem 108 jak w buddyjskim różańcu japa mala. Problem w tym, że na przykład w pierwszej części - jedz - niebardzo jest o czym pisać i prawie połowę tej części zajmują wspomnienia niepowodzeń małżeńskich i miłosnych, które z jedzeniem nie mają nic wspólnego, raczej wprost przeciwnie. Chciałoby się powiedzieć - jak tu jeść kiedy japa mała?
Dużo lepiej by to wyszło gdyby autorka użyła różańca chrześcijańskiego, który ma 5 koralików wstępu oraz pętlę liczącą 54 koraliki. Te koraliki wstępne posłużyłyby do opisania problemów małżeńskich, a te 54 wystarczyłyby z łatwością na całą resztę. Wtedy nie musiałbym niczego przeskakiwać ani opuszczać.
I to właściwie wszystko co mam do powiedzenia na temat tej książki, reszta będzie radosną paplaniną.
Wszystko zaczęło się od tego, że autorka nie mogła spać, płakała i dręczyła ją tylko jedna myśl - nie chcę być zamężna!
Dlaczego? Autorka oficjalnie zapowiada, że nie napisze ani słowa o swoim małżeństwie co dobitnie wskazuje na niezasadność mojego pytania.
Wygląda na to, że jej mąż również zadawał takie pytanie a nie otrzymawszy odpowiedzi nie zgadzał się na rozwód i stąd ta cała książka.
Patrząc na to z dystansu zgadzam się z autorką, moje podejście wskazuje na całkowity brak empatii. Człowiek okropnie się męczy a ja pytam o przyczyny. Powinienem brać przykład z moich lekarzy którzy, gdy skarżę się na jakąś dolegliwość, nie zadają żadnych pytań tylko od razu przepisują jakiś lek albo inną medyczną procedurę.
Ponieważ rzecz się dzieje w USA więc mąż wpada w ręce prawników, którzy wymyślają iście feudalne warunki rozwodu. Mijają lata zanim autorka uzyskuje wolność na warunkach finansowych możliwych do zaakceptowania i rusza w podróż (uprzednio podpisawszy kontrakt na publikację refleksji z tej podróży).
Moja druga refleksja, to gadulstwo. Przypomniały mi się pobyty w USA. Wiele razy spotykałem tam osoby, które mówiły o wiele za dużo. Wystarczyło kogoś spytać o jego pracę a on prężył się jakby był na rozmowie w sprawie podwyżki płacy i opowiadał szczegółowo o swojej firmie i jej osiągnięciach.
Tu sprawa jest inna, autorka nie może dostać rozwodu i pisze o tym, że nie może dostać rozwodu, przez wiele stron, przez za wiele dla mnie stron. Nie tylko ona. W buddyjskim ashramie spotyka mężczyznę, takiego silnego mężczyznę, który wiele w życiu przeżył. Wydawałoby się, że taki człowiek potrafi wszystko zmieścić w kilku słowach. Tyczasem ten gada i gada. Jedyne wytłumaczenie, to że jest to Amerykanin.  Drugi, jeszcze ciekawszy dla mnie przypadek, to Felipe, Brazylijczyk, odzyskana miłość autorki. Domyślam się, że Brazylijczycy są gadatliwi, że chcą oczarować słuchaczy, szczególnie gdy słuchaczem jest atrakcyjna kobieta. Ale on nie czaruje, on deklamuje szczegółową deklarację warunków ich romansu jakiej nie powstydziłby się amerykański prawnik. 
To nieuchronnie prowadzi do dygresji na temat wykroczeń seksualnych zarzucanych twórcy Wikileaks, Julianowi Assange. Trafiłem na dyskusję na ten temat z udziałem dwóch renomowanych feministek - Naomi Wolff i Jaclyn Friedman. Naomi Wolff skłonna jest uznać, że Julian Assange miał prawo uważać, że uzyskał zgodę na swoje seksualne poczynania. Jaclyn Friedman krzyczy na cały głos - gwałt, brutalny, bezlitosny gwałt!
Całą dyskusję znajdziecie TUTAJ. Naomi Wolff przytacza następujący przykład - pozwany i powódka (zauważyliście moje specjalistyczne słownictwo? :) spali razem. Pozwany obudził się wcześniej i zaczął pieścić powódkę. Gdy ona się obudziła zaczęli dyskutować czy seks ma się odbyć z użyciem prezerwatywy, czy bez. W końcu jakoś się dogadali i mieli stosunek seksualny. Pozwany mieszkał następne 4 dni w mieszkaniu powódki, a na koniec pobytu ona wyprawiła przyjęcie pożegnalne na jego cześć. 
Gwałt! Brutalny gwałt! - krzyczy Jaclyn Friedman. W którym momencie? - dziwi się Naomi Wolff, która pomagała ofiarom gwałtów w Bośni i wielu innych miejcach świata. A tu: ...zaczął ją pieścić gdy ona spała! Według Jaclyn Friedman, poprawny z prawnego punktu widzenia seks ma miejsce tylko wtedy gdy obie strony podchodzą do niego przez caly, calutki czas, z jednakowym entuzjazmem. Gdy entuzjazm jednej ze stron jest choćby ociupinę większy, to jest ona gwałcicielem. Te pieszczoty podczas snu, to było oczywiste nakłanianie do podjęcia decyzji niezgodnej z wewnętrznym nastawieniem powódki. No to teraz już rozumiem Brazylijczyka Felipe.
W tym kontekście najlepiej w książce wypadają indonezyjscy przyjaciele autorki. Oni mówią krótko i na dodatek łamaną angielszczyzną, co dodaje ich wypowiedziom, chyba niezamierzonej przez autorkę, głębi. Szczególnie podobała mi się końcowa rozmowa z Ketutem Liyer, "the medicine man". Ketut mówi, że podczas swoich medytacji potrafi wznieść się siedem stopni wtajemniczenia wyżej, do nieba. 
- I co tam jest Ketut? - pyta autorka. 
- Miłość, niebo to miłość. 
- A czy potrafisz się również zniżyć?
- Tak, potrafię zejść siedem stopni w dół, do piekła.
- A co tam jest????
- To samo co w niebie.
Minął zakontraktowany rok. Autorka wróciła do pracy, napisała poczytną książkę. Tu się kłania Karol Marks i jego teza - byt kształtuje świadomość. Długość i uciążliwość takich rozterek psychicznych jest wprost proporcjonalna do sytuacji finansowej ofiary. Ludzie biedni nie mogą sobie na nie w ogóle pozwolić. Niebo-piekło - to samo tylko inaczej.
Swojego kochanka, Felipe, autorka zostawiła na Bali. To doskonały temat do następnej powieści.
piątek, 07 stycznia 2011, pharlap

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/01/07 17:37:54
Panie Lechu, kolejny raz deklaruję płomiennie: uwielbiam Pana wpisy, a za ten szczególnie dziękuję. Miałam ogromną ochotę napisać coś podobnego o tej książce i całej masie podobnych, zalewających rynek. Widzę, że w swoich refleksjach nie jestem odosobniona!
-
2011/01/07 20:28:34
Myśle, że Autor notki może nie miał na myśli rozbawienia czytelniików, ale mi od momentu przeczytania jej w czytniku, śmieszno jest jakoś... Świetna recenzja! Mam podobne odczucie czytając książki, które ukazują się na rynku. W zasadzie ostatnio mogę czytać tylko prozę napisaną przez facetów, oczywiście za wyjątkiem fantastyki:)
-
2011/01/08 04:20:45
@agnieszka - nie spodziewałem się poparcia tego wpisu przez kobiety. Bardzo mi miło.
@kocurkowata - ..śmieszno jakoś - to dobrze, włąsnie to miałem na myśli. Książki pisane przez facetów? Kilka wpisów temu narzekałem, że żadnej z nich nie mogę skończyć i wyrażałem nadzieję, że ostatnio kobiety piszą lepiej. Jednak w Eat, pray, love znalazłem sporo ciekawych wrażeń, dowcipu i inteligencji.
-
2011/01/08 08:53:15
Niebo to miłość. Nic więcej nie trzeba.
-
Gość: , cpe00222d1ceb8b-cm00222d1ceb87.cpe.net.cable.rogers.com
2011/01/09 04:23:08
"Przypomniały mi się pobyty w USA. Wiele razy spotykałem tam osoby, które mówiły o wiele za dużo..." No to moze troszke o tym jak my jestesmy postrzegani (mysle ze smieszne). Cytuje angielskiego felietoniste: "I tried using Jak się masz? on a friend. I wasnt expecting a five-minute monologue..." Wiecej mozna tu poczytac:
wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,The-art-of-Polish-complaining,wid,12884469,komentarz.html#czytajdalej
:)
-
2011/01/09 13:42:16
Dobre. Sama prawda!